czwartek, 21 października, 2021
Strona główna E100

Udostępnij artykuł

14:03, 29 września 2021

Rewolucja na rynku pracy w transporcie, straty z Pakietu Mobilności i nowe regulacje we Włoszech – co warto wiedzieć o ostatnich wydarzeniach w branży?

Rewolucja na rynku pracy w transporcie, straty z Pakietu Mobilności i nowe regulacje we Włoszech – co warto wiedzieć o ostatnich wydarzeniach w branży?

Tym razem opiszemy europejską sytuację dotyczącą zatrudnienia pracowników, skalę zmian, do których w niedługim czasie doprowadzi Pakiet Mobilności, a także kwestię braków kadrowych w Polsce i na zachodzie Europy. Serdecznie zapraszamy do lektury!

Bieżący rok jest bogaty w wydarzenia branży transportowej. Nie ma co ukrywać, że popandemiczna (oby!) rzeczywistość mocno obudziła inwestorów oraz przedsiębiorców, a każdy chce jak najmocniej zaznaczyć swoją obecność na rynku. Swoją obecność chcą pokazać również politycy w Europie, wymyślając nowe przepisy i zmieniając transport na Starym Kontynencie. Zmianą rewolucyjną jest oczywiście Pakiet Mobilności.

Teraz wiadomo ile może kosztować poszczególne przedsiębiorstwa

Raport dotyczący Pakietu Mobilności i tego jak wpłynie na branżę transportową przygotowała firma Transport Intelligence, która zajmuje się między innymi badaniem trendów na rynku oraz wyznacza zmiany, kreując kierunek rozwoju poszczególnych przedsiębiorstw. Co wykazał raport?

Otóż najpewniej całkowity koszt średni wdrożenia nowych zmian będzie wynosił aż 1,5 miliona euro na pojedyncze przedsiębiorstwo. Oczywiście, nie oznacza to, że każdy tyle zapłaci. To wartość uśredniona, zgodnie z europejskimi standardami i kwestiami wolumenu transportowego – również we wschodniej Europie.

Transport Intelligence przewiduje, że przewoźnicy nie będą rewolucjonizować swoich firm i podejdą do całej sprawy na chłodno. Według ekspertów jest to najbardziej prawdopodobna opcja, która pokaże, że Pakiet Mobilności w wielu przypadkach jest wyłącznie papierem legislacyjnym, a nie drogą prowadzenia biznesu. Druga opcja (mniej prawdopodobna) wskazuje jednak, że przedsiębiorcy dokonają prawdziwej rewolucji w funkcjonowaniu swoich przedsiębiorstw. Co to może oznaczać? Między innymi rezygnację z wielu zleceń, otwieranie pododdziałów w firmach czy… powstawanie kolejnych podmiotów transportowych, które będą łatać dziurę po wycofujących się konkurentach.

Jeszcze ciekawsze wnioski możemy wysnuć, analizując sytuację dotyczącą liczby przewozów i zleceń, które będą wykonywać poszczególne przedsiębiorstwa. Okazuje się bowiem, że wartość ta może być o prawie 2 miliony wyższa niż na ten moment (takie statystyki prognozowane są w 2023 roku). Tu pojawia się szansa dla firm z Europy Wschodniej. Te z pewnością podzielą między sobą rynek, a przy dobrej koniunkturze i zakładaniu zagranicznych oddziałów – są w stanie zdetronizować jakąkolwiek konkurencję ze strony państw zachodniej części Europy. To wszystko nie zmienia jednak faktu, że diametralnie wzrośnie koszt prowadzenia firmy i obsługi floty. Cena utrzymania jednej ciężarówki może być wyższa o 11 000 euro. Największy wpływ na tę statystykę ma fakt konieczności zawrócenia każdego pojazdu po przekroczeniu limitu czasu kabotażowego.

I tutaj znów najmniej mogą stracić (albo nawet zyskać) firmy zarejestrowane na Litwie, w Czechach czy w Polsce. O ile bowiem eksploatacja pojazdów w Niemczech czy Francji jest wyjątkowo droga, tak w krajach Europy Środkowo-Wschodniej nie jest z tym tak źle. To oznacza, że przedsiębiorstwa te nie będą musiały tak diametralnie podnosić cen jak ich konkurenci, a to może przyciągnąć nowych klientów.

Przypomnijmy, że Pakiet Mobilności zakłada między innymi konieczność wracania do baz w czasie przewozów kabotażowych, a także szerokie zmiany przepisów w tym zakresie.

Nie samym Pakietem Mobilności żyją kierowcy

Przejdźmy teraz do zmian, które szykują niektóre kraje, w stosunku dla zawodowych kierowców. O ile bowiem Pakiet Mobilności dotyczy głównie przedsiębiorców posiadających firmy transportowe, tak poniższe rozważania skupiają się już na samych kierowcach.

Na początku zajmijmy się duńskim przewoźnikiem, który proponuje rewolucję na rynku pracy. Otóż firma ta rozpoczyna eksperyment z czterodniowym dniem pracy. Dlaczego? W Danii (ale też na innych rynkach transportowych świata) jest ogromny problem z pozyskaniem pracowników. Dłuższa przerwa ma po pierwsze – zwiększyć możliwości aktualnie zatrudnionych osób, a także przyciągnąć nowych.

Co jednak z przewozami, zleceniami i zadaniami, które ma przed sobą firma? Czy z nich zrezygnuje? Nie do końca. Otóż kierowcy będą pracować jednego dnia trochę dłużej, niż przewidziany etat 8 godzin. W praktyce jednak zawodowi truckerzy pracują o więcej, bo przecież nie zostawią ładunku w momencie zakończenia dnia pracy.

Przypomnijmy, że to nie pierwszy raz, gdy na świecie próbowano wprowadzić 4 dni pracy i 3 dni wolnego. Takie eksperymenty prowadzą między innymi firmy w Hiszpanii, Niemczech czy Francji. Na razie za wcześnie jednak mówić, czy mogą one zakończyć się jakimkolwiek sukcesem.

Wszystko przez problemy z zatrudnieniem kierowców

W Polsce i w całej Europie nadal trwa gorączkowe poszukiwanie pracowników do branży transportowej. Brakuje już nie tylko zawodowych kierowców, ale też planistów i innych specjalistów. Powyższy przykład 4-dniowego tygodnia pracy jest dość niezwykłą zachętą dla potencjalnych pracowników. Częściej pracodawcy sięgają jednak po pieniądze.

I tak ogromny problem z zatrudnianiem nowych pracowników mają przedsiębiorstwa transportowe z Wielkiej Brytanii. Brytyjscy przewoźnicy dają nawet 1600 złotych dniówki na etacie zawodowego kierowcy. Podwyżki w kadrach sięgają natomiast 30-40 procent. Analitycy twierdzą jednak, że drenowanie portfela musi się skończyć, bo nie sama płaca przyciąga młodych kierowców do pracy, a ciągłe podnoszenie uposażenia może skończyć się niebezpiecznie dla właścicieli przedsiębiorstw.

Po pewne kroki sięga natomiast brytyjski rząd. Przede wszystkim dużo łatwiej ma być z uprawnieniami. Kierowcy będą mogli łączyć egzamin na kategorię C i C+E. Więcej ma być również terminów egzaminacyjnych, a sama procedura stanie się łatwiejsza do zdania. Z drugiej strony – czas pracy kierowców ma zostać wydłużony, co nie do końca podoba się tamtejszym związkom zawodowym.

Dodajmy, że problemy z zatrudnieniem dotyczą też naszych przedsiębiorców. Praktycznie z miesiąca na miesiąc zwiększa się liczba kierowców ze wschodu, którzy zasilają naszą flotę. Niestety, nie są oni w stanie zagospodarować całego zapotrzebowania polskiego rynku TSL.

W Polsce mamy rekordowy skok inwestycji w branży TSL

Wspomniana branża – co trzeba przyznać – ma się w Polsce dość dobrze. Otóż okazuje się, że rynek transportowy jest bardzo nastawiony na inwestycje. W 2021 roku (a właściwie w pierwszym półroczu) tylko jedna gałąź gospodarki inwestowała bardziej w rozwój. Polski sektor transportowy wydaje środki głównie na nowe pojazdy, naczepy, hale magazynowe i systemy logistyczne. Trzeba też przyznać, że nie jest nam obca innowacyjność czy nowoczesne rozwiązania pozwalające na skuteczne zarządzenie przedsiębiorstwem.

Dużą cegiełkę do tej statystyki dorzucił sektor kurierski, który wręcz rozkwitł w czasie pandemii. Podobnie jest z przedsiębiorstwami, które posiadają swoje magazyny i odpowiadają za wysyłanie produktów zewnętrznych Klientów.

Widać jak na dłoni, że popandemiczna rzeczywistość nie zatrzymała rozwoju branży TSL w Polsce i Europie. Przedsiębiorcy zajęli się nowymi przepisami, rozwiązaniami czy inwestycjami. To dobrze, bo na ten moment nie ma (jeszcze?) ograniczeń transportowych i pojazdy mogą normalnie przemieszczać się pomiędzy państwami w Unii Europejskiej. Nie wiemy jednak jak będzie w kolejnych tygodniach.

Udostępnij

Inne artykuły

Popularne artykuły