Chińczycy wchodzą na europejski rynek ciężarówek. Będzie taniej, ale co z ładowaniem?
Chiński gigant BYD oficjalnie zapowiedział, że wchodzi do Europy z dużym kalibrem. Zamiast ograniczać się do mniejszych aut dostawczych, koncern szykuje mocny cios w lokalną konkurencję: do flot na Starym Kontynencie mają trafić elektryczne ciągniki siodłowe zaprojektowane od zera z myślą o naszych drogach. Pierwsze dostawy ruszą w drugim kwartale 2027 roku.
Mocny ciągnik na długie trasy
Model ETT 44 ma obsługiwać pełne 44-tonowe zestawy, a jego specyfikacja potrafi zaimponować: moc sięgająca 1000 KM i zasięg dochodzący do 600 kilometrów na jednym ładowaniu. Z punktu widzenia przewoźnika najważniejszy jest jednak czas postoju pod ładowarką.
BYD twierdzi, że dzięki szybkiemu ładowaniu megawatowemu uzupełnienie baterii od 20% do 80% zajmie zaledwie 20 minut. Taka pauza ma dać wystarczająco dużo prądu, by przejechać kolejne 400 kilometrów. Co więcej, Chińczycy planują docelowo budować te pojazdy na miejscu, w Europie. Taki ruch uchroni ich przed wysokimi cłami, co może bezpośrednio przełożyć się na bardziej konkurencyjne ceny zakupu i leasingu. Obok samego sprzętu marka chce zaoferować pełne wsparcie dla flot: własne finansowanie, infrastrukturę ładowania oraz mobilny warsztat.
Ciężarówki są, prądu może zabraknąć
Zapowiedzi brzmią obiecująco, ale wstrzymajmy entuzjazm. Europejscy działacze branżowi słusznie zauważają, że rozwój technologii pojazdów mocno odjechał realnym możliwościom naszej infrastruktury energetycznej.
Samo posiadanie wydajnego elektryka nic nie da, jeśli nie będzie gdzie go szybko naładować. Branżowe ekspertyzy pokazują jednoznacznie: do 2045 roku zapotrzebowanie samego transportu drogowego na prąd skoczy kilkudziesięciokrotnie. Zdecydowana większość aut będzie ładowana bezpośrednio w bazach firmowych i centrach logistycznych. Największym wyzwaniem dla właścicieli flot nie będzie więc wybór auta, lecz zdobycie odpowiednio mocnych przyłączy prądu w swoich bazach.
