Ciężarówki na prąd wciąż daleko za dieslem. Brytyjski raport pokazuje twarde liczby
Przewoźnicy, którzy liczą na to, że elektryk zastąpi w codziennej pracy spalinówkę jeden do jednego, muszą jeszcze poczekać. Najnowsze dane z Wielkiej Brytanii pokazują jasny obraz: ciężarówki elektryczne robią w ciągu tygodnia o połowę mniej kilometrów niż auta z silnikiem Diesla.
Połowa przebiegu i ostrożne planowanie
Z ogłoszonego właśnie raportu brytyjskiego programu ZEHID wynika, że elektryczne ciężarówki wykręcają średnio 1350 kilometrów tygodniowo. W tych samych warunkach tradycyjne diesle robią średnio 2600 kilometrów, a najbardziej obciążone ciągniki spalinowe bez problemu dobijają do granicy 4000 kilometrów w 7 dni.
Różnica jest ogromna. Wynika ona głównie z tego, jak firmy układają trasy. Przewoźnicy po prostu nie chcą ryzykować. Boją się, że auto utknie gdzieś w trasie bez dostępu do szybkiej ładowarki. Dopóki publiczna infrastruktura nie będzie pewna, elektryki będą kręcić się głównie „wokół komina” lub na stałych, krótko- i średnodystansowych wahadłach.
Ekologia na plus, praktyka na minus
Żeby być sprawiedliwym, trzeba przyznać jedno: pod względem emisji elektryki robią robotę. W ciągu roku testowana flota około 240 pojazdów przewiozła ponad pół miliona ton towaru i wyemitowała o 81% mniej szkodliwych gazów niż klasyczne zestawy. To wynik, którym politycy i zielone fundusze chętnie się chwalą.
Jednak dla właściciela firmy transportowej liczy się przede wszystkim rachunek ekonomiczny i wykorzystanie sprzętu. Jeśli ciężarówka stoi pod ładowarką albo czeka na swoją kolej, zamiast zarabiać na trasie, jej efektywność drastycznie spada.
Co to oznacza dla przewoźników?
Wniosek z brytyjskiego sprawdzianu jest prosty: technologia idzie do przodu, ale rzeczywistość drogowa szybko weryfikuje ambitne plany. Bez gęstej sieci ładowarek wysokiej mocy transport ciężki na prąd pozostanie jedynie dodatkiem do floty, a nie jej głównym filarem. Na tę chwilę to diesel nadal wykonuje główną, ciężką pracę na długich dystansach.
