niedziela, 13 czerwca, 2021
Strona główna E100

Udostępnij artykuł

3 kwietnia 2019 r.

Stowarzyszenie Przewoźników „Podlasie”: wczoraj, dziś, jutro

Stowarzyszenie Przewoźników „Podlasie”: wczoraj, dziś, jutro

Pomocy w działalności zawodowej udziela przewoźnikom nie tylko ZMPD, ale też lokalne stowarzyszenia. Jednym z nich jest Ogólnokrajowe Stowarzyszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych i Spedytorów „Podlasie”, które od ponad dwudziestu lat zabiega o interesy firm transportowych z rejonu siedleckiego. O historii, planach i perspektywach rozwoju stowarzyszenia opowiedział dla „NewsE100” Prezes zarządu Krzysztof Strzała.

– Proszę opowiedzieć kiedy powstało Stowarzyszenie i jaka jest jego historia.
– Stowarzyszenie Ogólnopolskich Przewoźni-ków i Spedytorów w Siedlcach powstało w roku 1998, czyli 20 lat temu. Zebrała się wtedy grupa zapaleńców, około 20 osób, i postanowiła założyć stowarzyszenie. Założycielami byli przewoźnicy z Siedlec i Sokołowa Podlaskiego –
ja, Zbigniew Sawicz, Zbigniew Bolesta, Leszek Pieńkowski, Kazimierz Błażejczyk, Artur Tchórzewski, Jan Gajda, Marek Zawadzki…
Przede wszystkim utrudnienia przy uzyskaniu zezwoleń w Warszawie spowodowały, że postanowiliśmy założyć stowarzyszenie. I od roku 2001 zajęliśmy się wydawaniem zezwoleń, oprawą administracyjną przewoźników. Siedzibę mieliśmy wtedy przy ulicy Brzeskiej 110. Obecny tu z nami Dyrektor Mariusz Biernacki pracuje właśnie od 2001 roku.
Na dzień dzisiejszy w naszym stowarzyszeniu zrzeszonych jest 390 firm i skupiamy 3400 pojazdów. W ubiegłym roku przewoźnicy należący do naszego stowarzyszenia wykonali 35 tysięcy kursów na wschód. 20% transportów z Polski na rynek wschodni realizują właśnie nasi przewoźnicy.
Od 16 listopada 2007 roku jesteśmy także członkiem ZMPD. Obecnie nasz rząd próbuje wprowadzić przepis, aby każda firma przewozowa, tak jak w Niemczech, była gdzieś stowarzyszona.
– Czym zajmuje się Stowarzyszenie?
– Stowarzyszenie obsługuje cały szereg usług związanych z wprowadzaniem nowych pojazdów do przewozów, wymianą taborów, wszystkimi sprawami związanymi ze zmianami licencyjnymi, obsługą w zakresie wymiany karnetów TIR, zezwoleniami. Można u nas załatwić wszystko, co jest związane z transportem. Nie trzeba jeździć w tym celu do Warszawy.
– Kiedy powstała obecna siedziba stowarzyszenia?
– Poprzedni Zarząd stowarzyszenia, pod przewodnictwem Waldemara Jaszczura, dokonał zakupu działki o wielkości 12300 mkw od prezydenta miasta Siedlec z myślą o wybudowaniu na niej siedziby naszego stowarzyszenia. W 2014 roku powstały plany budowy z podziałem na trzy etapy inwestycyjne. W miarę posiadania środków w 2015 roku podjęta została decyzja o budowie pierwszego etapu inwestycji. Jesienią ruszyły prace ziemne. W 2017 roku pierwszy etap budowy został ukończony, a drobne poprawki i odbiory sfinalizowane zostały z końcem lipca 2018 roku.
Podjęliśmy się budowy obecnej siedziby tzw. systemem gospodarczym, czyli nie zdecydowaliśmy się na generalnego wykonawcę całości, tylko wszystkie poszczególne etapy negocjowaliśmy drogą przetargów, aby jak najniższym kosztem zrealizować inwestycję. Gdybyśmy wynajęli generalnego wykonawcę, inwestycja byłaby o około 50% droższa. Najwięcej czasu poświęcił tematowi budowy nasz wiceprezes Karol Rychlik, również Mariusz Biernacki czuwał nad wszystkim i my jako zarząd spotykaliśmy się, aby wspólnie podejmować decyzje na temat dalszych działań.
W przyszłym roku planujemy jeszcze utwardzić plac kostką i jeśli pozyskamy inwestora na wynajem dołu budynku, który wspólnie z nami zainwestuje, to możemy prowadzić dalsze budowy.
Na naszym terenie może powstać hala magazynowa i hala obsługi warsztatowej pojazdów – takie są plany.
W budynku pracuje już firma leasingowa zajmująca się ubezpieczeniami i czekamy na najemcę, który zagospodarowałby cały dół budynku, ewentualnie na firmy, które nie posiadają własnych biur i chciałyby od nas wynająć powierzchnię.
– Proszę jeszcze przypomnieć nazwiska poprzednich prezesów Stowarzyszenia.
Poprzedni prezesi to Joanna Gałach,Waldemar Jaszczur, Pieńkowski Leszek, obecny Krzysztof Strzała.
– Jaki region obsługuje biuro stowarzyszenia?
– Stowarzyszenie ma dwa oddziały – jeden w Siedlcach, drugi w Łosicach. W Łosicach dwa razy w tygodniu działa punkt sprzedaży do obsługi lokalnych przewoźników.
Nasze stowarzyszenie skupia powiaty: siedlecki, węgrowski, łosicki, sokołowski i część powiatu łukowskiego.
Raz do roku organizujemy zjazd wszystkich naszych przewoźników, w tym roku już 17 sty. A w ciągu roku mamy jeszcze zebrania członkowskie – organizowane w miarę potrzeb uzależnionych od sytuacji na rynku. Są też bale noworoczne.
– Czy sytuacja na rynku wschodnim wymogła zmianę kierunków
przewozowych?

– Tak, większość firm przebranżowiła się i wykonuje transporty na zachód. Spadek przewozów na wschód jest duży, gdyż z powodu wprowadzenia embarga, rynek wschodni stał się dla naszych przewoźników nieosiągalny.
Nasz teren był głównie zagłębiem samochodów chłodniczych, ponieważ rynek rosyjski potrzebował dostaw żywnościowych. Embargo to zmieniło. Przewoźnicy muszą zmieniać branżę.
Generalnie zostaliśmy wyparci też z rynku kazachskiego, gdyż istniejąca tam Unia Celna wymusza od przewoźników, że mogą jechać tylko w jedną stronę, ewentualnie wziąć ładunek z Rosji czy Kazachstanu do Polski. Ostatnio dostajemy sporo telefonów dotyczących przewozu chemii z dalekiej Rosji – ale my tam nie jeździmy. Fracht z Czelabińska do Warszawy wynosi ok. 1600 euro. Taką cenę przewoźnik uzyska też za przewóz z Kazachstanu, więc nie ma sensu jeździć gdzieś daleko w głąb Rosji. Mongolia też odpadła, jako kierunek przewozów, w związku z embargiem. Wpłynęły na to rosyjskie utrudnienia, ponieważ przy przewozach towarów objętych embargiem do Kazachstanu, Mongolii przez Rosję transportowcy są bardzo szczegółowo kontrolowani na rosyjskich granicach – taka kontrola trwa dwa dni, wyładunek towaru, to kosztuje do 50 tyś. rubli. Mało tego, potem przewoźnik musi się stawić w kolejnym wyznaczonym urzędzie celnym, znów jest wyładunek towaru, każdy towar jest sfotografowany, jeśli stwierdzona zostanie różnica w wadze zaraz są sprawy celne z tym związane. To są utrudnienia celowe. Dochodzi do tego, że czasem trzeba ponieść 80 – 100 tyś. dodatkowych kosztów, żeby przewieźć ładunek.
Na Ukrainę z kolei nikt nie chce ryzykować transportów, ze względu na niebezpieczną sytuację w tym kraju.
3 lata temu polscy przewoźnicy wykorzystywali 240 tyś. zezwoleń, a teraz tylko 120 tysięcy, czyli spadek wyniósł 50%. Natomiast rosyjski transport nie zmalał, utrzymuje się na tym samym poziomie i nawet wzrasta.
– Jakie problemy u przewoźników Państwo obserwują?
– Największym problemem przewoźników jest brak kierowców, starsi pracownicy odchodzą na emeryturę, a młodych osób na rynku nie ma. Tabor w naszym rejonie się praktycznie nie zwiększa, a kierowców brakuje. W związku z tym zatrudniamy teraz więcej kierowców ze wschodu – Białorusinów, Ukraińców.
Ponieważ problem ten należy rozwiązać, na zebraniach Regionalnych i Forum Transportu Drogowego , w których również uczestniczyłem z ramienia stowarzyszenia, zainicjowaliśmy działania, dzięki którym powstały już w szkołach w Sokołowie i Siedlcach klasy, których absolwenci będą posiadać kategorię C i kurs kwalifikacyjny – zostało to już zatwierdzone przez Ministerstwo Edukacji. Niedawno wszyscy prezesi stowarzyszeń w obecności Minister Edukacji Narodowej podpisaliśmy porozumienie, na mocy którego powstał zawód kierowca mechanik, którego nie było.
Z danych GUS i doniesień medialnych wynika, że zawód kierowcy w transporcie międzynarodowym jest w tej chwili zawodem najlepiej opłacalnym.
– Czy z zatrudnieniem Rosjan, Białorusinów, Ukraińców nie ma problemu, czy są jakieś problemy?
– Nie ma problemu, nasze Biuro Obsługi Transportu Międzynarodowego po naszych interwencjach wyszło naprzeciw naszej branży i usprawniło trochę obsługę. Teraz oczekiwanie na pozwolenie o pracę jest krótsze. Szacuje się, że obecnie w Polsce pracuje 50 – 60 tyś. Ukraińców, Białorusinów, Kazachów. I dodatkowo nasz polski transport to następne 50 tysięcy.
– Wracając do bieżących problemów w branży przewozowej, co jeszcze stanowi kłopot dla przewoźników?
– Problemem jest kwestia nieuregulowania w dalszym ciągu systemu zezwoleń Rosja – kraje trzecie, pojazdów ładowanych ze składów celnych, gdyż mimo, że podpisaliśmy umowę z Rosjanami, to jeśli którakolwiek firma podpadnie, zapłaci karę, pójdzie do sądu, to i tak w żadnym rosyjskim sądzie nie jest uregulowane aktem normatywnym, że możemy się odwołać, więc zawsze przegramy.
Przykładowo, samochód wyjeżdżający z Siedlec z ładunkiem za składu celnego z zezwoleniem krótkim zawsze będzie miał problem, że powinno być długie. Tak samo zresztą jak będzie długie, to Rosjanie stwierdzą, że powinno być krótkie.
Postanowiliśmy podjąć rozmowy w tym kierunku, aby wrócić do jednego rodzaju zezwoleń.
Jeśli zaś chodzi o zezwolenia rosyjskie, białoruskie, to też ważne, żeby były one kontrolowane, bo sprawdzanych jest raptem 20%. Powinny być sczytywane, wprowadzane do komputera i sprawdzane w bazie komputerowej, gdzie zostały załadowane, dokąd jadą. Wtedy będzie wiadomo ile tych pojazdów i ładunków przepływa przez teren Polski.
Nasze zezwolenia na Rosję są po pięć razy kontrolowane, po pięć pieczątek jest na zezwoleniu. Kierowca, gdy wraca z Kazachstanu od razu musi wpisać dokąd jedzie, a jak nie, to od razu nowe zezwolenie.
Kolejny problem, to kwestia delegowanych pracowników na terenie Unii Europejskiej. W dalszym ciągu nie wiemy, w którym kierunku to wszystko pójdzie. Jeżeli dojdzie do ograniczenia pobytu na terenie unii do 3 dni w miesiącu i płacenia każdemu kierowcy stawki obowiązującej w danym kraju, to w każdej firmie musimy zwiększyć administrację o 2-3 osoby, aby znały biegle dany język, znały stawki godzinowe obowiązujące w danym kraju i po takich stawkach będziemy musieli wypłacać wynagrodzenia kierowcom. Będzie to się wiązało z monitorowaniem, sczytywaniem GPS, żeby było wiadomo w jakim kraju, o której godzinie kierowca przekroczył granicę, ile czasu tam przebywał. Gdyż w razie kontroli sprawdzającej czy odpowiednio zostały opłacone składki i wynagrodzenia, jeśli przedstawimy nieprawdziwe dane, to grożą nam bardzo wysokie kary – do 50 tyś. euro i więcej.
Jeśli nas rynek unijny przyciśnie przepisami o delegowanych pracownikach i t.p., to my już nie będziemy konkurować mobilnością, stawkami płacy, bo już opłacamy kierowców praktycznie tak, jak są wynagradzani zachodni kierowcy.
Szacuje się, że z powodu ww. przepisów o 25 – 30% wzrosną koszty przewozów i będzie to wiązało się z podniesieniem cen transportu towarów, w bardzo krótkim czasie.
Jeśli chodzi o transporty na zachód, to eksport z Polski jest dość duży, natomiast import znacznie mniejszy z powodu dużej konkurencji, masa transportu z Unii do Rosji, Polski jest realizowana przez Litwinów.
Generalnie zachód się zakorkował, ponieważ przewozy się bardzo rozrosły, a logistyka i bazy parkingowe nie zostały rozbudowane. Tak więc w Niemczech po godzinie 16.00 na parkingach nie ma już gdzie zaparkować auta. I tutaj dodatkowy niedawny wymóg zezwalający tylko na 24 godzinny postój w kabinie jest też problematyczny, gdyż kierowcy nie mają możliwości skorzystania z właściwej bazy parkingowej, gdzie byłyby odpowiednie warunki, aby np. pójść do hotelu. Przepisy zostały wprowadzone, ale baza logistyczna nie została do nich dostosowana.
Ostatnio obserwujemy też problem na wschodzie polegający na tym, że przy powrocie aut np. na przejściu granicznym w Kuźnicy kierowcy stoją po 10-12 godzin, żeby wrócić do kraju na pusto. I mówią, że pracuje tam tylko jeden celnik do obsługi aut wracających na pusto. A Polaków większość wraca na pusto, bo z dalszego rynku rosyjskiego zostaliśmy wyparci, gdyż jesteśmy niekonkurencyjni w stosunku do rosyjskich przewoźników. Oferowane są nam mniejsze stawki, niż na teren unii w jedną stronę.
– Ostatnio dużo firm rejestrują w Polsce Białorusini i Ukraińcy. Czy nie widzicie w tym problemu?
– Jest to pewien problem, ponieważ przykładowo Ukraińcy wykorzystali już swoje zezwolenia – ok. 200 tyś., a Polacy tylko 120 tysięcy i rejestrując się w Polsce liczą na kolejne zezwolenia, zabierając nam pracę.
– Czy przewoźnicy rozpatrują jakieś nowe kierunki przewozów?
Coraz częściej pojawia się temat Chin, ale jeszcze przewozy nie są wykonywane.
– Co poradziłby Pan przewoźnikom rozpoczynającym działalność przewozową?
– Na ten moment jest to wielkie ryzyko. W transport trzeba zainwestować duże pieniądze, a jest nadpodaż usług transportowych, poza tym trudna sytuacja na wschodzie i nieuregulowane kwestie na zachodzie nie sprzyjają prowadzeniu działalności przewozowej. Aby się rozwijać, trzeba upłynniać starsze środki transportu, a w tej chwili też bardzo ciężko jest sprzedać używane 5-6 letnie auto. Kiedyś wschód takie auta skupował, a teraz już nie. Nasz rynek krajowy też nie chłonie używanych aut.
To wszystko sprawia, że w tej chwili odradzałbym otwieranie tego biznesu.
– A jak wygląda sytuacja dotycząca przepisów ograniczających wwóz do Polski paliwa do 200 litrów?
– Mieliśmy dwa spotkania i ostrzegaliśmy naszych rządzących przed wprowadzeniem tego przepisu, gdyż pomysł rozdmuchały zachodnie stowarzyszenia twierdząc, że my jako ściana wschodnia, przywozimy z Rosji paliwo, jeździmy na tym tanim paliwie na zachód, podbieramy im pracę i zaniżamy stawki.
Nasze wschodnie stowarzyszenia oraz ZMPD zobligowaliśmy się już cztery lata temu w Jachrance do tego, że będziemy bronić zapisu mówiącego o 600 litrach paliwa do czasu aż polski rząd i Unia nie zamknie całkowicie granic wschodnich i nie ustanowi 200 litrów dla każdego – czyli uszczelni granicę dla wszystkich. Więc na razie, po naszych rozmowach, sprawa jest w zawieszeniu, a rząd nadal myśli nad sprawą.
– Czego chciałby Pan życzyć swoim członkom, przewoźnikom?
– Kto przetrwał trudne czasy i ma jeszcze swoje bazy transportowe, niech przeczeka jeszcze te trudne chwile, bo w transporcie będzie jeszcze lepiej. Na razie jest bardzo ciężko. Jednak ekonomiści przewidują, że lepsze czasy w transporcie nadejdą, za dwa lata ceny usług transportowych wzrosną o ok. 30%. Przewidują też, że ok. 20% firm z rynku odejdzie, pozostaną te, które mają zasoby kapitałowe na rynku.

Udostępnij

Inne artykuły

Popularne artykuły