Rząd pyta o 25-metrowe zestawy. Branża mówi „tak”, ale są spory o pieniądze i drogi lokalne
Ministerstwo Infrastruktury zakończyło konsultacje społeczne w sprawie dłuższych zestawów. Przepisy mają wreszcie wpuścić na polskie drogi gigantów: zestawy o długości do 25,25 metra oraz dłuższą klasykę, czyli 14,9-metrowe naczepy. Jeśli wszystko pójdzie gładko, nowe auta zobaczymy na trasach w ciągu najbliższych miesięcy.
Dla naszej branży to potężny zastrzyk wydajności. Przewoźnicy, producenci ciężarówek, a nawet koncerny paliwowe poparli pomysł bez wahania. W 12 krajach Europy takie gabaryty to codzienność i sprawdzony sposób na oszczędności. Jeden kierowca zabiera więcej towaru, a spalanie w przeliczeniu na paletę drastycznie spada.
Nie oznacza to jednak, że nowela przeszła bez zgrzytów. Transportowcy jasno wytykają rządowi słabe punkty. Chodzi przede wszystkim o zaporową opłatę: 8 tysięcy złotych rocznie za samo zezwolenie na jeden zestaw. Do tego dochodzi lęk o brak używanych naczep nowego typu oraz biurokrację przy zgłaszaniu dojazdów do magazynów.
Ostatnie 15 kilometrów pod lupą samorządów
Według planu wielkie zestawy mają jeździć głównie ekspresówkami i autostradami. Problemem pozostaje dojazd na załadunek lub rozładunek. Projekt dopuszcza maksymalnie 15-kilometrowy odcinek drogami niższej klasy, ale za zgodą lokalnych władz.
I tu zaczynają się schody. Samorządy już zapowiadają opór. Obawiają się, że ciężkie auta zniszczą powiatowe drogi, a kasa z rocznych opłat za zezwolenia trafi do budżetu centralnego, a nie do gminnej kieszeni. W praktyce urzędnicy mogą rzucać przewoźnikom kłody pod nogi i blokować zgody na dojazdy.
Kolej protestuje, a parkingi są za krótkie
Tradycyjnie przeciwko zmianom zaprotestowało lobby kolejowe wspierane przez ekologów. Trasa żelazna boi się, że bardziej wydajny transport drogowy odbierze jej klientów. Z kolei eksperci od bezpieczeństwa zwracają uwagę na wyprzedzanie tak długich zestawów oraz realny problem z pauzami: na polskich MOP-ach brakuje wymiarowych miejsc do parkowania.
Teraz ruch należy do resortu infrastruktury. Ministerstwo musi przeanalizować wszystkie uwagi. Jeśli poprawki zostaną szybko naniesione, projekt trafi do Sejmu i na biurko prezydenta.
