Włochy płacą za zamknięcie firmy: 15 tysięcy euro dla kierowcy za przejście na etat
Spis treści
Włoski rząd wpadł na nietypowy pomysł, jak poradzić sobie z brakiem rąk do pracy w transporcie i ogromnym rozdrobnieniem rynku. Zamiast kolejnych dopłat do paliwa czy opon, proponuje przewoźnikom konkretną gotówkę za… oddanie licencji i zamknięcie biznesu. To rozwiązanie, które ma zmienić strukturę tamtejszej branży TSL.
Gotówka na stół i koniec z „szefowaniem”
Zasady są proste: kierowca, który prowadzi jednoosobową działalność, może otrzymać od państwa 15 tysięcy euro (czyli około 65 tysięcy złotych) jednorazowego wsparcia. Nie jest to jednak prezent za darmo. Warunkiem otrzymania przelewu jest całkowita rezygnacja z prowadzenia własnej firmy transportowej.
Ministerstwo Infrastruktury i Transportu we Włoszech postawiło jasne granice. O pieniądze mogą starać się osoby, które:
- mają co najmniej 45 lat
- prowadzą firmę od minimum 5 lat
- posiadają tylko jedną ciężarówkę o masie powyżej 3,5 tony
10 lat przerwy od własnego biznesu
Włoskie władze chcą mieć pewność, że przedsiębiorcy nie wezmą pieniędzy tylko po to, by za chwilę otworzyć nową działalność pod inną nazwą. Dlatego każdy, kto przyjmie 15 tysięcy euro, dostaje „wilczy bilet” na prowadzenie biznesu transportowego przez najbliższą dekadę.
Co ma robić taki człowiek? Plan jest jasny: ma zasilić szeregi dużych flot jako kierowca etatowy. To dobra wiadomość dla gigantów transportowych, którzy od lat narzekają na brak doświadczonych pracowników za kółkiem. Rząd liczy na to, że starsi stażem przewoźnicy, zamiast użerać się z biurokracją i kosztami, wybiorą święty spokój na etacie.
Walka z rozdrobnieniem i bankructwami
Dlaczego Włosi zdecydowali się na taki krok? Statystyki są bezlitosne: w ciągu ostatnich 10 lat z włoskiego rynku zniknęło aż 22 tysiące małych firm. Wiele z nich upadło, bo przy dzisiejszych kosztach utrzymania pojedynczej ciężarówki, rentowność małych graczy drastycznie spadła.
Włoski rząd uznał, że lepiej kontrolować ten proces i „wykupić” najmniejszych przedsiębiorców, zanim zbankrutują. Na ten cel przeznaczono na początek 2 miliony euro. Jeśli cały budżet zostanie wykorzystany, z dróg zniknie około 130 najmniejszych przewoźników, którzy zamienią własną kabinę na auto u dużego pracodawcy. Czy to dobry interes? Dla kogoś, kto ma dość walki o zlecenia i rosnących opłat, 15 tysięcy euro może być bardzo kuszącą propozycją na „emeryturę” od prowadzenia firmy.
